18 lutego 2012

,,Mam problem, którego nie potrafię wytłumaczyć, Nie mam powodu, dla którego to miałoby być takie proste''

ech..jak ja dawno nie pisałam.chyba nie mogłam się po prostu do tego zebrać.od razu po feriach zaczęłam nauczanie indywidualne jak na razie nie mam na co narzekać.nauczyciele mnie chwalą,mam lepsze oceny.po prostu tylko chodzić do szkoły.o dziwo me umiejętności muzyczne się poprawiły.gram jak szalona na mej kochanej "Jamaszce".ale to chyba na tyle z dobrych wieści.moja kochana siostra rozpieprza mi życie,ale nie tylko mi.ostatnio nie dałam rady i zaczęłam się samo okaleczać.nie dałam rady dłużej tego wszystkiego kryć i poszłam do szkolnego pedagoga,który po wysłuchaniu moich wariackich wynurzeń.stwierdził,że powinnam iść chociaż na miesiąc do szpitala psychiatrycznego.wróciłam do domu pokazałam matce ręce.zdenerwowała się,a ja wyłam.chyba się bałam.jadąc z przyjaciółką tramwajem narobiłam jej okropnego wstydu swym płaczem.ludzie patrzyli się na mnie jak na chorą psychicznie..pff.w sumie nią jestem.na prawdę bałam się psychiatryka.choć w sumie idealnie się do niego kwalifikuje.proszki na mnie nie działają,okaleczam się,mam myśli samobójcze,od których krok do czynów.jak ja bym chciała zniknąć.ale nie potrafię.podobno moja zabawa z żyletką była próbą "zwrócenia na siebie uwagi"..ale mi nie o to chodziło,ja po prostu poczułam ulgę.lecz wiem,że tego nie powtórzę.nawet nie ze strachu przed konsekwencjami.tylko dlatego,że uczucie ulgi było za krótkie i w niczym mi to nie pomogło.już sama nie wiem co ze sobą zrobić,może na prawdę skoczę pod ten tramwaj...wystarczy tylko mały kroczek.ludzie mówią,że samobójcy to tchórze.sama do tej pory się z tym zgadzałam..jednak me zdanie się zmieniło.samobójcy to desperaci,którzy nie widzą innego wyjścia.z jednej strony są wielkimi egoistami,z drugiej nie chcą obarczać innych swymi problemami.ech..gubię się w tym wszystkim.niech mnie ktoś w końcu wybudzi z tego koszmaru.oj zapomniałam,że :
życie to nie bajka,nie głaszcze nas po jajkach
tak głupie słowa tak udanie to obrazują.dobra pora się otrząsnąć założyć maskę codziennej obojętności i co?żyć dalej.nie no ja chyba żartuje...

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Bardzo smutne jest to, co piszesz na swoim blogu. Jedyne, co ci mogę doradzić (gdyż znam cię, jeśli można tak powiedzieć, jedynie z widzenia, z Przystanku Książka :D) to nie poddawać się tej depresji. Ja również znajduję się nieraz w podobnym stanie do twojego, czuję niechęć do świata i nie widzę, by cokolwiek miało jakiś sens. Cóż, ale warto żyć dalej, nie poddawać się sobie ani tej niepoprawnej rzeczywistości. I starać się patrzeć jak najbardziej optymistycznie na świat, co oczywiście nigdy nie jest łatwe...