11 grudnia 2011

Myślałam, że uczę się, jak żyć, a uczyłam się jak umierać...

i po weekendzie.pewnie ten kto to będzie czytać o tej porze już śpi,ale ja nie śpię.bo?bo się cholera uczę.wiem,że wszystko odkładam na ostatnią chwilę,ale ten typ tak ma.zawsze tak robię i nie mogę się tego oduczyć,a mama się złości.trudno się mówi.Nat musi wykuć fizykę,bo będzie miała inaczej z niej jedynkę.jedynka=jeszcze większa złość mamusi.nauczanie indywidualne mnie zbawi.w końcu się ogarnę.zmieniając temat.ostatnio nic mnie nie cieszy,brak mi chęci.mama cały czas powtarza;Czy w tobie nie ma już życia?nic nie odpowiadam lub mówię nie wiem.może jestem żywym trupem?skoro mi życia brak.i tu mi się nasuwa myśl"Zachowuj się jak porządny trup" i tak będzie.z drugiej strony o jakie tu życie chodzi?pod względem biologicznym mój organizm żyje i działa bez zarzutów,więc jednak trupem być nie mogę.psychicznie?hm..i tu się można pobawić.bo mam wrażenie,że
Jestem cała od środka wypalona. Nie ma we mnie żadnych uczuć: ani miłości, ani nienawiści
dziwne nie?taki ze mnie mutant popromienny.pf..który wypisuje chore brednie.

Brak komentarzy: