dzień jak zawsze...szkolna rutyna do,której przyzwyczaić się nie mogę.wtorki są najlżejszym dniem w tygodniu.mam w sumie tylko 3 lekcje,na których muszę myśleć..w sumie 2;polski i matma.reszta jakoś zleci.dziś musiałam się wysilić tylko na matematyce.chyba mi nie wyszło.myślenie boli...nie ćwiczyłam na wf,bo moje chorubsko daje jeszcze o sobie znać.na drugiej lekcji miałyśmy lekcje i pogadankę prozdrowotną...po tej pogadance doszłam do wniosku,że powinnam zacząć uprawiać jakiś sport.by zająć swój czas.by się wyżyć i nie myśleć o tym wszystkim,skupić się tylko na sobie.może to by mi pomogło.tylko problem jaką dyscyplinę wybrać?indywidualną czy może zespołową?trenować wyczynowo czy rekreacyjnie?jak znam życie..ten pomysł zniknie tak szybko jak powstał.kochana rodzina ugasi mój zapał.zawsze mówią,że mam do wszystkiego słomiany zapał i nigdy nic nie robię do końca.może nie potrafię,albo nikt mnie tego nie nauczył...lub po prostu do niczego się nie nadaję.
pozdrawiam Natalia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz